Jak pogodzić się ze śmiercią bliskich

Poradopedia.pl  |  2008-10-17  |  + 70  |  Ocena: (głosy: 3)

Śmierć jest nieodłączną częścią życia - prędzej czy później spotyka nas wszystkich. Dla bliskich stanowi to bardzo ciężkie przeżycie, któremu towarzyszy wiele emocji. Początkowo pojawia się niedowierzanie i zaprzeczenie - nie jesteśmy w stanie pogodzić się z faktami i ciągle powraca do nas przekonanie, że bliska nam osoba ciągle żyje.

Ludziom zazwyczaj trudno jest przystosować się do takiej sytuacji - zazwyczaj nikt nie wie jak właściwie powinien się w takich okolicznościach zachować. Panuje często przekonanie, że powinniśmy okazywać smutek, spokój i siłę. W tym względzie nie ma jednak reguły i najważniejsze jest to, aby otworzyć się na swoje emocje.

Powstrzymywanie myśli i uczuć związanych ze stratą prowadzą wręcz do pogorszenia i przedłużenia smutku. Nie bez powodu w tradycji funkcjonuje żałoba, będąca okresem w którym nie tylko manifestuje się szacunek do zmarłego i żal po jego stracie, ale w którym także następuje emocjonalne przystosowanie do straty.

W trakcie żałoby powinniśmy być przygotowani na różne emocje związane ze śmiercią - niektóre z nich mogą wręcz sprawiać wrażenie ocierania się o chorobę psychiczną.

Wiele osób odczuwa depresję, obarcza siebie odpowiedzialnością za śmierć bliskiej osoby, rozpatruje wszelkie warianty w których można było uniknąć śmierci. Dodatkowo odczuwany jest wstyd i poczucie winy - wiąże się to z zarzucaniem sobie niewłaściwego postępowania ze zmarłym, spędzaniem z nim zbyt mało czasu, zmarnowaniem szans. Pojawiają się uczucia bezradności, dezorientacji i bezsensu dalszego życia.

Należy dać sobie czas na przejście przez wszystkie emocje, ale starajmy się konsekwentnie zamykać kolejne rozdziały - wieczne obwinianie się i "gdybanie" nigdzie nas nie zaprowadzi. Powinniśmy uświadomić sobie, że taka jest kolej losu i życie toczy się dalej - nie pozwólmy, aby nam uciekło. Z czasem powinniśmy postarać się o to, aby skoncentrować się na swoim życiu, a przede wszystkim na bliskich, którzy żyją.

Każdą żałobę trzeba kiedyś zakończyć i do niej nie wracać - nie stanowi to przeszkody w tym, aby zmarłego wspominać i pamięć o nim darzyć szacunkiem.

Oceń poradę: Przydatna Nie polecam

Komentarze

Zostaw komentarz:


Liczba komentarzy: 70
~Re | 2014-03-09 23:32
Moja babcia zmarła już prawie 4 lata temu . Nienawidze tych lekarzy którzy jej nie uratowali. To była moja najukochańsza osoba. Ona jedyna mnie rozumiała i była bardzo dobrym człowiekiem. Już prawie 4 lata a do mnie nie może dotrzeć że już jej więcej nie zobacze ! kocham ją z całego serca i moje życie bez niej nie ma sensu. Nie mam już teraz do kogo iść kiedy mi coś nie wyjdzie i jest mi smutno nie ma do kogo iść porozmawiać. Bóg zrobił mi straszne świnstwo że ją wziął do siebie tak wcześnie. zbyt wcześnie ... Nie wiem co ja takiego zrobiłam że taka kara mnie spotkała...
~Aleksandra | 2014-01-17 15:58
Trzy miesiące temu zmarł mój lekarz rodziny z którym byłam bardzo żrzyta bo był na karzde nasze zawolanie nie moge pogodzic się z jego śmiercią .
~Agnieszka | 2013-10-14 22:31
Dzisiaj zmarł mój ukochany Dziadek Michał. Piszę to, i nie mogę uwierzyć, że to prawda. Czuję, że rozpadam się na części. Przez 40 lat był stale obecny w moim życiu. Był moim Przyjacielem. Kimś kto zawsze miał dla mnie czas. Kimś, kto zawsze pozostanie w moim sercu. Ciężko, cholernie ciężko... Dziadku, dziękuję Ci za wszystko!
~anonim | 2013-10-11 12:55
Mój tato zmarł 13 lat temu, nadal czuje po nim wielką pustkę, bardziej wydaje mi sie jakby gdzieś wyjechał a nie zmarł. W jednej chwili wszystko się zmieniło, był dla mnie przyjacielem. Niby to głupie że po tylu latach wciąż można za kimś bardzo tęsknić, wciąż wiele mi się z nim kojarzy, myślałam że się z tym w końcu pogodzę pogodzę. Jeszcze dwa lata temu już miałam mamie mówić jak w pewnym momencie coś mnie tknęło i się powstrzymałam chciałam powiedzieć żeby zepsute urządzenie dała tacie do naprawienia. Przychodziły do niego listy po latach. Idę na cmentarz i czuje jakby wcale go tam nie było.
~monika | 2013-10-10 21:08
wlasnie zmarł mi tatuś mój kochany jest mi tak źle i przykro rozdziera mi serce tak mi go brak
~ania | 2013-04-28 17:43
MAm 25 lat. w poniedzialek 22.04. 2013 roku zmarla moja najdrozsza i najukochansza babciunia. Chorowala na raka od grudnia 2011 roku. ale jezdzila na chemie radzila sobie z tym wszystkim. jak miala wiecej sily jezdzila sobie na ukochana dzialke i plewila sadzila kwiaty zajmowala sie tam sama wszystkim. Miala tylko jedna corke - moja mame. Spotylalam ja na obiadach co 2 tydzien u mojej mamy w niedziele. Robila najlepsze pierogi z owocami i z miesem, brzybami itp. najlepsze paczki, bulki z jagodami, piekla pyszne placki, i robila niesamowite obiady. Byla religijna. Modlila sie za wszystkich. Byla swietą osobą. Odeszla, ale nie na raka. Miala zator jelita cienkiego. Tydzien przed smiercia - tzn od poniedzialku zaczela wymiotowac, nie robila w ubikacji juz od 2 tygodni. co zjadla to bolal ja brzuch i wymiotowala. mama zabrala ja w czwartek na sor, dali jej kroplowke zeby sie nie odwodnila i zwolnili do domu. w piatek bylo gorzej i mama ja zawiozla znowu na sor. byla tam jej jakas kolezanka i poprosila lekarza i babcie przyjol. Ale ze babcia miala raka pluc to wziol ja na oddzial paliatywny, no bo rak to kazdy mysli ze to od raka itd itp. A babcie przyjeto z bólami brzucha, itd itp. na paliatywnej nie bylo lekarza w weekend, w niedziele babcie juzz aczelo tak bolec ze pocila sie z bolu. zmienilismy jej 3 koszule i wszystkie byly mokrusienkie. cierpiala strasznie. mama latala po calym szpitalu szukala chirurga, jak znalazla i blagala go zeby bacie przyjol na chirurgie ze to jelito cienkie itp (mama pielegniarka) to nie mogl nic zrobic chociaz baaardzo chcial. bo nie bylo na oddziale paliatywnym lekarza - tylko same pielegniarki bo to weekend. Dopiero udalo sie cos zalatwic poznym popoludniem. i w koncu zabrali babcie na operacje ok 21. operacja trwala ok 22 godziny. po godzinie 0:00 wywiezli babcie slabiutenka z operacji, na oddzial chirurgi. podlaczona byla tylko pod tlen do noska. mama zapytala sie jak sie czuje. odp tylko "slabo" i to bardzo niewyraznie. Cisnienie miala ok. nie wposcili nas. wrocilismy w poniedzialek. jak sie okazalo babci peklo jelito, bo byl zator - nikt sie z lekarzy durni nie poznal. babcia odeszla tego dnia o 14:30. cisnienie spadalo, babcia sie meczyla bardzo. byla przygotowana. Zmowilismy przy niej koronke, trzymala krzyz w rece. Tylko plakalam, i nadal placze. nie moge sobie tego wydarowac, ze tak malo czasu z nia spedzalam. Cale dziecinstwo to ONA! Tesknie za nia i nie wiem jak zyc. mam meza, dzieci nie mam, mam zamieszkac w jej mieszkaniu, bo my wynajmujemy.. Tak ciezko jest zyc po smierci osoby ktora kochamy calym soba. Teraz zaluje ze mialam ja tak blisko, a tak malo z tego czerpalam. KOCHAM JA. codziennie o nia sie modle. Tak chcialabym zeby mi sie przysnila. i nic.. ciagle Czekam, Umierala w cierpieniach, ale nie dawala po sobie znac. panie ktore lezaly w tej samej sali, nawet nie wiedzialy ze zmarla :( Jest juz w niebie, patrzy na mnie, jest szczesliwa. ma swoj ogordek, kwiaty. Jest blisko Boga, Jezusa, i Maryji. Ale ja za nia tak tesknie... a musze byc twarda - dla mojej mamy. Bo zostala sama. nie ma rodzenstwa. nie wiem jak zyc... tak mi ciezko...
~krótkie pożegnanie | 2013-03-08 17:23
w sobotę zmarła moja mama na zapalenie płuca (drugie się wyłączyło w wyniku raka), miała raka odkrytego w grudniu i zaczęła w lutym naświetlania, dostała taki zastrzyk energii ze ją nosiło, lekarz co prawda mówił, ze ta na chwilę, ale znając ją nie wierzyłam, ze śmierć nadejdzie szybko, dzień wcześniej przez telefon gadałyśmy o dobrym samopoczuciu, nazajutrz płuca przestały działać, po kilku godzinach braku wentylacji i płytkiego oddechu pogotowie zabrało mamę, ale droga plus przejście izby przyjęć + diagnoza na koniec tlen niestety doprowadziło do niedotlenienia, dotarłam do szpitala z ubraniami zdążyłam mamę ucałować, pogłaskać -wtedy żyła, lecz była w letargu, po chwili lekarz kazał sie pożegnać i dał mi 3 minutki,,,, wówczas przyszedł koniec i początek .... odeszła bez bólu, mam jak to zwykle bywa żale, ze nie byłam jak karetka dojechała, mama nie umiała nic powiedzieć a była uczulona na różne antybiotyki , gdybym była wcześniej kto wie, chociaż umarłą szynko bez bólu, wiele osób powtarza mi, że gdyby wyszła z niedotlenienia rak płuc bardzo by jej życie zniszczył, wymęczył i umierała by w bólach, ale ja i tak nie spodziewałam, że tak szybko sie to stanie i mam jedno motto osobom bliskim nie powinno sie odmawiać spotkania, zwalać na prace czy szkołę, bo pożegnanie może być za krótkie i za póżno
~mmm | 2013-02-26 12:00
Tydzień temu zmarł mój dobry kolega, niedoszły chłopak.. Miał dopiero 20 lat, zmarł tragicznie w wypadku. Też jest mi bardzo ciężko, szczególnie że to taka nagła, niespodziewana i tragiczna śmierć. Jednak kilka prostych stwierdzeń i wiata pomaga mi przez to przejść. Po pierwsze trzeba wierzyć, że nic w życiu nie dzieje się bez powodu i przyczyny. Wierzę, że tak po prostu było mu pisane, że Bóg ułożył dla niego akurat taki scenariusz. Trzeba w to wierzyć, bo tak jak wierzymy w Boga, chodzimy do kościoła to też jest element wiary. Zwróćmy uwagę też na fakt, że nie jest to tak na prawdę pożegnanie ze zmarłym. Nie można mówić "żegnaj", tylko " do zobaczenia" , ponieważ na pewno każdy spotka się że swoim zmarłym w życiu wiecznym. Możecie to uznać za brednie, ale taka jest prawda.
~** | 2013-02-21 21:39
We wrześniu zmarła mi babcia. Męczyła się z rakiem cały rok. Na początku było dobrze, ale potem już znowu coraz gorzej, przyjmowała chemię, już prawie zniknął ten skurwysyn rak, ale potem przeżut z płuc do głowy powiedziałam to koniec, ale ona jeszcze się podniosła o siłach. Była bardzo silną kobietą. Do dziś do mnie nie dociera, że już niedługo będzie pół roku jak zmarła. Ja cały czas czuje jakby to się stało wczoraj. W ostatnich dniach trafiła do szpitala było dobrze nawet bardzo dobrze czuła się świetnie, ale potem już nie mogła mówić miałą ucisk na mózgu w środę ( bo zmarła w czwartek) to był mój ostatni dzień kiedy ją widziałam złapała moją mame za ręke i powiedziazła wiesz co ? jutro wychodzę. i tak się stało wyszła , ale do nieba. Przyjechałam do spzitala po południuy zawsze zanim weszłam do sali mówiłam prosze niech babcia się uśmiechnie wchodze, a tam nie ma babci, łóżka ani jej rzeczy podeszła do mnie kobieta i powiedziałą mi , że bardzo mi współczuje chyba myslałam, że już wiem o śmierci mojej babci, ale mnie zamurowało nawet jej do końca nie posłuchałam i nie wytrzymałam pobiegłam z -płaczem na korytarz wszyscy się na mnie patrzyli ale nie obchodziłol mnie to moja kochana babcia zmarła nie wierze! Ale poczułam, że jej jest już dobrze już ją nic nie boli już się nie męczy. kiedy zobaczyłam ją w trumnie czułam , że widzę ja poraz ostatni nie mogłam oderwać od niej rąk. Kocham ją bardzo. do dziś kiedy jadę na cmentarz myślke , że się przewiduję jakto tutaj imię mojej babci przeciez ona żyje nie wieże w ten napis! Kocham ją ponad życie .
K., 13l.
~karolina | 2013-02-13 23:03
tydzień temu zmarła moja mama. Nie mogę wciąż w to uwierzyć.Nikt nie spodziewał się jej śmierci, miało być coraz lepiej, było coraz lepiej... Wciąż pamiętam jej silny uścisk dłoni-. Nie mogła mówić, leżała pod respiratorem i jakby tym uściskiem próbowała mi powiedzieć to wszystko, czego nie mogła wypowiedzieć słowami... To strasznie boli, gdy przypominam sobie te nasze ostatnie spotkania. Boże, gdybym ja tylko wiedziała, że są ostatnie!! Nie mogę pogodzić sie z tym, że już NIGDY jej nie zobaczę, nie dotknę, nie usłyszę. Była najbliższą, najważniejszą osobą w moim życiu. Tak bardzo ją kocham...Jak mam żyć teraz?