Po prostu Kocham,, (DŁUGIE)

~nieja | 2012-07-20 16:05

Pol roku temu poznałam chłopaka, mielismy nagrac wspolny kawalek, poniewaz interesujemy sie muzyka.
Zaczęliśmy sie spotykac, pisac dziennie 1000 sms, spotkania trwaly po 6/7 godzin i zawsze czuc bylo, ze to za malo, mielismy wiele wspolnych tematow.
Czułam się przy nim wspaniale, nie tylko dlatego, ze byl w moim typie, przystojny, ale dlatego, iz czulam pokrewienstwo dusz, co rzadko zdarza sie w moim przypadku. Mowil, ze 3 miesiace temu zarwal z dziewczyna, z ktora byl 3 lata.. jego pierwsza milosc... Zarwal, bo dziewczyna zaczela zmieniac ten zwiazek w toksyczna znajomosc..
Po paru dniach czułam się jakos dziwnie.. Bylam drażliwa , nie chcialo mi sie gadac z nikim i wiedzialam, ze chodzi o niego, po prostu zaczelam cos do niego czuc, a wiedzialam, ze on na pewno tego nie zaakceptuje ze wzgledu na to, ze mial dziewczyne taak dlugo, a skonczylo sie tak jak sie skonczylo...
On pisal do mnie o co chodzi, czemu mam taki humor..
a ja napisalam , ze nie znosze, jak ktos patrzy na mnie z gory, bawi sie tym co mowie i czuje.
On jest inteligentny więc od razu poczul, ze chodzi o niego. Prosil o spotkanie, abym wyjasnila mu to wszystko..
Na spotkaniu nie moglam nic z siebie wyksztusić, wlasciwie on mowil wszystko co chcialam powiedziec ja.
Wywnioskowalismy z tego tyle, ze po prostu zaczyna mi na nim zalezec i to sie z dnia na dzien pogłębia.
Dziwil się, ze nawet go nie znam, a juz cos czuje.
Po spotkaniu napisal pierwszy, pytalam, czy jego zdaniem to wgl nie ma szans, ze to nie wykiełkowałoby ,
napisal, ze mozemy sprobowac, ze po to jest zycie, ale wszystko bedzie powoli.
Wiec dalej spotykalismy sie, bylam szczesliwa, Potem mnie pocałował, zdarzało sie to co raz częściej i intensywniej... Ale to tej pory nie przespałam się z nim.
Tak trwały spotkania, czulam ze to sie rozwija, bylam z tego powodu nieziemsko szczesliwa
Mowilam mu, ze nie chce aby to sie skonczylo, ze takiego czegos jeszcze nie przezywalam, mowil, ze nie odetnie się ode mnie, ze mam zwalczyc ten strach.
Przyszedl dzien, ze nie odezwał sie wgl. Zdziwilo mnie to, bo pisalismy dzien w dzien, po kilkaset wiadomosci + spotkania.
Ale teraz ciszaa...
Wpadlam w furie, zaczełam plakać, ze co sie dzieje, czemu nic nie pisze.. nie chcialam sie narzucac, ale napisalam "czemu sie nie odzywasz? mowiles ze napiszesz jak cos bedzie sie miezy nami zmieniac itp."
on zareagowal nie za dobrze, dopiero potem doszlo do mnie ze po tych moich wyrzutach, poczuł sie tak samo jak byl w tym toksycznym zwiazku, ktory on przerwal...
zaczelismy sie klocic, pisalam, ze chce mu pomoc jesli ma problemy, ze chce byc blisko..
napisal, ze sam sobie zwsze radzil i teraz tez tak bedzie.
prosilam, zeby przemyslal to wszystko, ale olał to, napisal, ze nie ma poczucia, aby nad tym rozmyslac i tyle . nastepnego dnia napisalam pierwsza, olał to , pisal z dystansem , ze nic juz nie moge zrobic itp.
i tak dzien w dzien . pewnego dnia mialm napad, jakis zboczeniec mmnie gonił, ON sie o tym dowiedzial i pisal do mnie czynic mi nie jest , ze jesli by mi sie cos stalo to "zajebałby ich" . I znowu cisza..
Bolało to.. ta cisza.
tydzien pozniej przyjaciolka mnie wyciagnela z domu, patrze.. a na dworzu ON z kumplami, poszlismy tam, rozmawialismy niby normalnie, poprosilam go czy mozemy porozmawiac na osobnosci..
i wtedy powiedzialam, ze czemu tak jest, ze przeciez bylo tak dobrze, ze to wszystko szlo do przodu, ON powiedzial tylko "Ale czego Ty ode mnie oczekujesz?"
... Przytulilam go i powiedzialam, ze nie chce tak za nim tęsknić, ze to boli, ze nie chce tego czuc, płakałm.. musial mnie uspokajać .
zawiózł mnie do domu i powiedziam ze rano napiszee.
napisal, Ale z dystansem.. to byl 31 grudzen. sylwester.
potem 2 dni znow cisza i tak dalej... czasem napisal, ale z dystansem, jak zwykly znajomy.
Potem gral koncert, na ktory poszlam mimo,ze nawet nie mielismy kontaktu ze soba,
po koncercie napisal, ze dziekuje ze bylam. pisaliśmy chwile i potem cisza na dwa miesiace.
Nic tak nie przezywalam, nigdy nic badziej mnie nie bolalo.
Myślałam, że "co z oczu, to z serca"
ale tak nie bylo, nie widzac go, czulam jeszcze wieksze pragnienie jego obecnosci, jego słow..
Nie bylo dnia.. pfu! NIE MA dnia zebym o nim nie myslala, nie ma.
dwa mies pozniej dowiedzialm sie, ze ma kogos... dziewczyna 2 lata ode niego mlodsza, zwykla..
zalamalam sie, jeszcze bardzeij, ale w dniu jego urodzin napisalam zyczenia i to co czuje, ze brak mi jego, ze mimo ze czas leci to caly czas to jest we mnie.
Napisal tylko podziękowania za zyczenia . Byla mala dyskusja.. i napisal, ze to miedzy nami aktualnie nie ma przyszlosci, ze w pewnym momencie doszedl do wniosku, ze zrobil blad, ze niektore rzeczy sie koncza, i ze przykro mu, ze zrobil mi krzywde.
Nie moglam sie pozbierac,
napisalm, ze moze kiedys doceni moje uczucia, prosilam, zeby zapamietal te slowa.
potem znow 3 miesiace ciszy..
okres od grudnia do czerwca był dla mnie męką, o mały włos nie zawaliłam szkoły, przyjaźni, rodziny.. oddaliłam się od Boga, myslalm o smierci. Przerastalo mnie to, czulam ze chce z nim byc, ze to nie minie. W czerwcu, czulam ze musze dojsc do siebie, nic nie dzieje sie przypadkiem, wiec to cierpienie po stracie cos musialo znaczyc, zaczelam miec lepszy "kontakt" z Bogiem, chodzilam we wielkim skupieniu do kosciola, Zrozumialam, ze cierpialam po to, aby zdac sobie sprawe, ze istnieja inne rzeczy niz milosc, jest rodzina, przyjazn, BOG. Kiedy poznalam tego chlopaka, to zapomnialam wlanie o innych wartosciach, Bog mnie za to ukaral polrocznym cierpieniem, zrozumialm swoj blad i przysieglam, ze Miość do chlopaka nigdy wiecej nie przysloni mi innych wartosci.
Skora zrozumialam swoj blad, to prosilam Boga, aby dal mi jeszcze jedna szanse, przeciez celem Boga jest MILOSC, aby ludzie sie kochali, bylam pewna, ze jesli Bog znowu pozwoli zblizyć mi sie do tego chlopaka to nie zapomne o innych rzeczach i wartosciach.

w czerwcu Załatwiłam temu chopakowi i jego kumplom koncert i odezwal sie do mnie w tej prawie, tak sucho z dystansem , spotkalismy sie na tym koncercie , dziekowal mi za obecnosc itp, po koncercie napisal, dwa dni pozniej tez. Zaczelismy normalnie pisac, ale znowu zaczelam mowic o tym co czuje, ON zdziwil sie, ze minelo pol roku a ja dalej cos do niego czuje, ze nie zdarza sie to czesto...
Pisal , ze przez pol roku wiele sie zmienilo, ze nie moge tak nim sie zadręczać, ze jestem zbyt inteligentna na to, zaby przejmowac sie tymi uczuciami, pisal, ze tez byl zraniony i nie dostal drugiej szansy, ze probuje odbudowac spalone mosty.. i nie jest pewnien, czy most budowany ze mna by sie nie zawalil .
(co sie okazalo w ciagu 4 miesiecy mial 2 dziewczyny, aktualnie jest sam )
Nastepnego dnia zobaczyl mnie na miescie, potem napisal, ze slicznie wygladalam, pisalismy tak szalenie, nawet o bliskosci , stosunkach, rozbudziliśmy swoje fantazje ..
Po kilu dniach spotkalismy sie, znowu zaczal mnie calowac, a ja znowu napełniłam sie nadzieja, ze moze tym razem da nam szanse.
Po spotkaniu znowu pisalismy, do rana nawet.
Byłą mowa o uczuciach, pisal, ze wie, ze jestem prawdziwa, inteligentna, ze wiele rzeczy go przyciąga, ze nigdy nie poznal takiej osoby jak ja, ale sa takie ktore go martwia, napisal, ze to własnie ta milosc, to co do niego czuje. Stwierdzil, ze boi sie, ze te uczucia moglyby zamienic sie w cos strasznego, w toksyczna milosc... ale ze z jednej strony te uczucia sa piekne i nie chce tracic ze mna kontaktu nawet, jesli bedzie z inna.
twierdzil ze jest zagubiony, ze nie wie czy ma wrocic to bylej dziewczyny nr 1 , czy do bylej dziewczyny nr 2 ...
czy wchodzic w zwiazk ktory sie raz rozpadl, czy po prostu szukac partnerek seksualnych..
Zamurowało mnie.
Zmienil sie bardzo, kiedys byl bardziej taki duchowy, teraz te zwiazki go wyniszczyly..
po tygodni spotkalismy się, bylo cudownie, poszlismy na sacer, wyglupialismy się, rozmawialismy, bylismy blisko, kiedy czulam ze po pol roku ciszy znowu mnie przytuli, tak mocno, nie chcialam nic wecej, chcialam, zeby byl, bylam najszczesliwszym czlowiekiem na swiecie. Jego spojrzenie i dotyk po tak dlugim czasie byly jak deszcz dla wysuszonej rosliny.
Siedzielismy tak razem prawie całą noc.
Nastepnego dnia pisalismy , tak normalnie. Dwa dni pozniej juz sie nie odezwal, cisza. Pisalam czy wpadnie , odpisal, ze wstaje wszczesnie rano i nie da rady.
To bylo dwa tygodnie temu. Teraz znowu cisza, znowu to samo uczucie co pół roku temu, pustka, żal, brak jego, rozczarowanie...
:-[
KOCHAM GO, jestem pewna, ze go kocham.
On sprawil mi tyle cierpienia, lez, zalamania nierwowego, ale caly czas do niego to czuje, nie potrafie go znienawidzić i powiedziec MAM GO GDZIES!
nie umiem.
Mam problemy w rodzinie, moja mama pije i to sprawialo mi zawsze cierpienie.. ale jak porównam to cierpienie do tego ktore przezywam przez ta milośc to nie da sie wyrazic jak roznica jest wielka.
Nie potrafie go zapomniec, zwlasza ze najpierw wszystko zaczelo sie w Grudniu, a po pol roku ciszy znowu powrocilo, w czerwcu.. i po co?
Przeciez nic nie dzieje sie przypadkiem. Po co dzialo sie to drugi raz?
Słowa Paulo Coelho :
" Wszys­tko co zdarza się raz, może się już nie przy­darzyć nig­dy więcej, ale to, co zdarza się dwa ra­zy, zdarzy się na pew­no po raz trze­ci. "
Nie wiem co mam robic..
Chce miec jasna sytuacje nie chce co pare miesiecy miec go , a potem tracic, nie chce cierpiec.
Ja mam w tym jakis cel, chcialabym, aby Bog dal nam szanse, chcialabym dac mu swoje uczucia i probowac rozbudzic je w NIM.
Wiem, ze moje uczucia do tego chlopaka sa tak glebokie, ze ten zwiazek nie polegalby na zamykaniu sie w klatce nawzajem i seksie.
Chcialabym mu pomoc, sam mowil, ze jest zagubiony, pomoglabym , gdyby tylko dal mi szanse.
Nie chce tego konczyc.
Wiem, ze jesli ten zwiazek by sie nie udal, to mialabym dopiero wtedy taka mysl :
" dalam z siebie tyle ile moglam dac, nic wiecej nie moge zrobic "
na pewno bym cierpiala, gdyby ten zwiazek sie rozpadl, ale cierpienie byloby mniejsze, bo maialbym satysfakcje, ze dalam mu swoja milosc, choc na chwile ta milosc bylaby mu potrzebna, gdyby choc przez jakis czas chcial te milosc..

Planuje spotkanie z nim..
Mam zamiar powiedziec mu, ze męczy mnie ta sytuacja, i że własnie go KOCHAM, bo nigdy mu tego nie powiedzialam, a co będzie dalej.. zalezy od Niego.
Nie wiem czy zasługuje na te piekne slowa.. Zadnemu chłopakowi jeszcze tego nie powiedzialam, bo do nikogo tego nie czulam, tak gleboko.

I prosze nie piszcie : "zapomnij o nim, da sobie spokój, to frajer" , ja to wszystko wiem, to do mnie nie przemawia.
Uczuc nie da sie tak łatwo zniszczyć. Nie potrafie.

Proszę, o właściwe rady, co o tym myślicie, co robic..

Odpowiedzi na pytanie

Odpowiedz na pytanie:


Liczba odpowiedzi: 1
~kaka | 2012-07-21 15:26
Dziewczyno wydaje mi się ,że Tobie będzie ciężko przetłumaczyć tą całą sytuację. Chłopak tak na dobrą sprawę nie dał Ci sygnałów do tego ,że może coś z tego wyjść. Powinnaś sama sobie zadać pytanie , czy aby na pewno to nie Ty za dużo sobie wyobraziłaś ? Pisanie ze sobą , spotykanie się , posiadanie wspólnych pasji czy nawet pocałunek (czasem) - to nie oznacza związku , myśli o byciu razem. Od czegoś takiego jeszcze daleka droga do stworzenia związku. A tego muszą chcieć dwie osoby a nie jedna. Pomyśl w końcu o sobie. A może rozwiązaniem stało by się bycie obojętną , zimną kobietą ? Może to właśnie odpowiednia strategia. Może wtedy chłopak zrozumie ,że nie ma Cię na zawołanie i wtedy gdy mu się o Tobie przypomni. Robisz głupotę ,że gdy tylko on do Ciebie napisze czy nawiąże kontakt Ty od razu na to odpowiadasz.Jeżeli sama sobie nie pomożesz nikt tego nie zrobi za Ciebie.
Liczba odpowiedzi: 1

Powiązane porady

Znasz poradę w serwisie, która jest powiązana z zadanym pytaniem?

Mam poradę!